Tak się ostatnio zastaniawiałem, czemu muszę być na fejbuku tudzież innej naszej klasie.. Czy już nie wystarczą zwykłe telefony komórkowe lub komunikatory gg.. I w sumie spodziewając się trochę stwierdzam, że może być trudno... Pewnie jakbym się uparł i wypisał z obu nic by się nie stało a i zyskał więcej czasu poprzez zaprzestanie zaspakajania swojej ludzkiej ciekawości;) Pewna znana mi dobrze osoba przekonała mnie jednak abym pozostał. I pewnie tak zrobię, ale bez tej całej otoczki typu gry, zabawy i inne frykasy. Postęp technologiczny i cywilizacyjny staję się naszym udziałem i w pewnym stopniu musimy mu się trochę podporządkować. Mimo to głęboko wierzę, że znajomości, które mają przetrwać przetrwają i bez tego... czego Wam i sobie życzę.
Salut!
Chudzian
sobota, 20 listopada 2010
środa, 1 września 2010
wyżej i dalej..
Witam! Po tak długim czasie i nieobecności w wirtualnej czasoprzestrzeni czas ruszyć dalej z tym projektem, wiele od roku pozmieniało się ale chyba dnia by mi nie starczyło, może kiedyś napiszę...
Narazie o tym co mnie niedawno spotkało, przez przypadek właściwie.
Wybierając się na koncert Comy do pobliskiego Cieszyn, pozwoliłem sobie zadzwonić do kolegi w celu "wykorzystania" jego samochodu do przeniesienia się na cieszyńską ziemię. Jednakże ów kolega stwierdził, że jednak nie jedzie, ale w zamian zaproponował wyprawę w Tatry. Dokładnie chodziło o nocne wyjście na Giewont i podziwiania stamtąd wschodu słońca!! Namyśliwszy się zdecydowałem, że taka okazja powtórzyć się może nie ( szyk celowo zmieniony;) . No to wyruszyliśmy o godzinie 23 z Czechowic, żeby już po 2 godzinach być w Zakopanem u stóp doliny Strążyskiej (tutaj dołączyło jeszcze dwóch znajomych) a o 1:30 zaczęliśmy nocne wejście na jeden z najbardziej komercyjnych szczytów Tatr. Wrażenia nie bardzo da się opisać słowami, niebo w Tatrach zupełnie nie przypomina tego co widzimy na wieczorami ze swoich balkonów tudzież ogrodów. Po prostu moc gwiazd!! A już za 3 godziny staliśmy pod Giewontem, świtało i krajobraz wokół zaczął być coraz bardziej widzoczny. Po spokojnym wejściu na szczyt ( BEZ KOLEJEK I PRZEPYCHANEK) stanęliśmy pod giewonckim krzyżem. O dziwo na szczycie nie było nikogo;) Wypiwszy góralską herbatę i posiliwszy się daniem z kuchni Knorra, zaczęło się to na co czekaliśmy - wschód słońca. Tu nie trzeba było słów - idealna pogoda pokazała całe piękno tego zjawiska w jakże pięknych okolicznościach przyrody. Po tym kilkunastominutowym spektaklu opuściliśmy, wolny od turystów, szczyt Giewontu, aby po dwóch godzinach znaleść się u kresu naszej podróży. Niezapomniane widoki i jakaś wewnętrzna satysfakcja przełamania jakiejś granicy pozostaną ze mną na długo!
Salut!
Chudzian ( już nie taki jak kiedyś;)





Narazie o tym co mnie niedawno spotkało, przez przypadek właściwie.
Wybierając się na koncert Comy do pobliskiego Cieszyn, pozwoliłem sobie zadzwonić do kolegi w celu "wykorzystania" jego samochodu do przeniesienia się na cieszyńską ziemię. Jednakże ów kolega stwierdził, że jednak nie jedzie, ale w zamian zaproponował wyprawę w Tatry. Dokładnie chodziło o nocne wyjście na Giewont i podziwiania stamtąd wschodu słońca!! Namyśliwszy się zdecydowałem, że taka okazja powtórzyć się może nie ( szyk celowo zmieniony;) . No to wyruszyliśmy o godzinie 23 z Czechowic, żeby już po 2 godzinach być w Zakopanem u stóp doliny Strążyskiej (tutaj dołączyło jeszcze dwóch znajomych) a o 1:30 zaczęliśmy nocne wejście na jeden z najbardziej komercyjnych szczytów Tatr. Wrażenia nie bardzo da się opisać słowami, niebo w Tatrach zupełnie nie przypomina tego co widzimy na wieczorami ze swoich balkonów tudzież ogrodów. Po prostu moc gwiazd!! A już za 3 godziny staliśmy pod Giewontem, świtało i krajobraz wokół zaczął być coraz bardziej widzoczny. Po spokojnym wejściu na szczyt ( BEZ KOLEJEK I PRZEPYCHANEK) stanęliśmy pod giewonckim krzyżem. O dziwo na szczycie nie było nikogo;) Wypiwszy góralską herbatę i posiliwszy się daniem z kuchni Knorra, zaczęło się to na co czekaliśmy - wschód słońca. Tu nie trzeba było słów - idealna pogoda pokazała całe piękno tego zjawiska w jakże pięknych okolicznościach przyrody. Po tym kilkunastominutowym spektaklu opuściliśmy, wolny od turystów, szczyt Giewontu, aby po dwóch godzinach znaleść się u kresu naszej podróży. Niezapomniane widoki i jakaś wewnętrzna satysfakcja przełamania jakiejś granicy pozostaną ze mną na długo!
Salut!
Chudzian ( już nie taki jak kiedyś;)





środa, 12 sierpnia 2009
plan był dobry... dalej i dalej..
Witam!! Jakoś tak entuzjazm opadł by pisac tu czasem coś, weny brak, inspiracji brak, czasu brak.. nie wiem. Za kolege nie będe się wypowiadał, więc krótko dlaczego mnie tu nie było. Wiele od ostaniego wpisu sie zmieniło - jam ci juz nie student tylko magister. Wróciem na łono swojej małej ojczyzny, powrót ten sadząc po ostatnich wydarzeniach (pierwsza praca) bedzię zapewne dłuższy, czy stały nie wiem... Ciekawe odczucia.. po obronie radość była, ale przede wszystkim zmeczenie i taka troche stagnacja - o kurde to juz koniec studiów, co teraz. może odpowiedź była oczywiata ( szukać pracy) jednak mimo to miałem taki moment. Opuszczałem Wrocław ze smutkiem ale i nadzieją, że sie wszystko dobrze ułoż. Narazi epołowa sukcesu jest, jest na Górze mnie wspomogą to i reszta się ułoży. Do Wrocławia pewnie nie raz i nie dwa będe wracał, zawsze chetnie, zostali Ci z którymi nigdy nie mozna sie nudzić. Do zobaczenia...we Wrocławiu!!
wtorek, 9 czerwca 2009
przerwa
Wszystkich czytelników, którzy złaknieni są kolejnych foto-opowieścio-wpisów, przepraszam za swój długotrwały wakat na stronach owych. Niestety gorąco okres tzw. ostatniej prostej na studiach nie daje możliwości weny twórczej na tychże stronach. Myślę, że niebawem "cisza" ta się skończy.
Pozdrawiam
Chudy
Pozdrawiam
Chudy
piątek, 27 marca 2009
czas..
Długo nie pisałem bo jakoś czasu nie potrafię sobie zorganizować, nie wiem jak zrobić żeby tego czasu na wszystko wystarczyło. ludzie to maja jakieś sposoby podobno na to a ja nie mam żadnego no i jakoś też na tym wychodzę, ale lepiej by mogło być. A co to się niebawem stanie..czas, piękny, wspomnień sporo i zostanie w tyle, do następnego etapu trzeba przejść.. i nie mówię to z jakimś żalem wielkim, będzie trochę brakować tego,tych pięciu lat, ale trzeba iść, tak jak idzie czas, do przodu i choć nie jest on wielkim sprzymierzeńcem, pozwala na to że nowe już niedługo nadejdzie. Będzie się działo...?
Dobrej nocy Państwu.
Chudy
Dobrej nocy Państwu.
Chudy
wtorek, 17 marca 2009
Lata ciemności rozswietliła jasność
Lat sobie swoje żyje i przyszedł czas by poznać skrywaną wielką tajemnice.
Poznałem swe prawdziwe ja zwane:
LuBO a dla agentów obcych chemicznych wywiadów
Lutet BORAN
Poznałem swe prawdziwe ja zwane:
LuBO a dla agentów obcych chemicznych wywiadów
Lutet BORAN
Subskrybuj:
Posty (Atom)